- Tak, ponieważ on by tej korony nie przyjął - wyjaśnił Dominik. - Nienawidzi całej rodziny i wszystkiego, co się z nią wiąże. Wie już panienka od Madge, jaki był los jego rodziców. Potem, mniej więcej dziesięć lat temu, przyda¬rzyła się historia z pewną panną, w której książę Mark się zakochał. Narzeczona każdego z pretendentów do tronu mu¬siała uzyskać akceptację panującego, Mark przywiózł ją więc tutaj, do zamku. Niestety, panna wpadła w oko Franzowi, a ponieważ był pierwszy w kolejce do tronu, z ła¬twością odbił ją kuzynowi.

uległ zmianie. Uśmiechał się bezosobowo, krótko ucinał
- Rozumiem.
bardzo ostrożnie, dokładała wszelkich starań, by nikt nie zauważył,
ROZDZIAŁ CZWARTY
Przedstawiała parę młodych, uśmiechniętych ludzi, trzymających dziecko na ręku.
Lysander nie patrzył na nią, z udaną obojętnością utkwił wzrok w kominku.
Chciała wyciągnąć rękę i dotknąć go, przeczesać dłonią jego owłosioną pierś,
Dziewczyna weszła z powrotem do pokoju i usiadła obok Clemency.
- Dobra, dopilnuję, żebyś miał tę godzinę.
Alli nie poszła chyba jeszcze spać, pomyślał i popatrzył w stronę Connora i Toma. -
- Rozumiem, że panna Stoneham nie będzie mu bić pokłonów - rzekła z chytrym uśmiechem kuzynka.
- Gdzie jest Connor? - zapytał Mark zwracając się do Jake’a.
na kilka dni w odwiedziny.
nieszczęśliwa. Zdałam sobie sprawę, że już go nie kocham.

- Nie!

- Niestety - ciągnęła lady Helena, zadowolona, że poka¬zała pani Hastings-Whinborough, gdzie jej miejsce. - Mój bratanek wraz z tytułem odziedziczył również długi ojca. Jednak mogę pośpieszyć z wyjaśnieniem, iż on sam nie jest rozrzutnikiem. - Nie uważała za konieczne dodać, że jego szczęście w grze w karty uważane jest powszechnie za fenomenalne. - Tak więc mój bratanek ma szczerą nadzieję uratować od bankructwa rodzinną posiadłość, zapewnić utrzymanie młodszej siostrze i zarządzać majątkiem sprawnie i z dużym zyskiem. Pani Hastings-Whinborough, nie ukry¬wam, że obecne okoliczności nie pozwalają mu wybrać żony spośród dam równych mu stanem. Gdyby tak było, nasza rozmowa nie miałaby w ogóle miejsca!
nie mieli dzieci. Mark na pogrzebie ojca powiedział mi, Ŝe nie chciał mieć dzieci, tak
- Byłem taki szczęśliwy jak nigdy w Ŝyciu - mówił – gdy ty, Alli,

Karze powie o tym w czasie przyszłego weekendu, gdy Kara przyjedzie do domu po

- I jak ja mam im przekazać tę wiadomość, co? - la¬mentował Doug, tym samym lejąc miód na jej serce. Nie¬wiarygodne, komuś naprawdę na niej zależało...
- Nie, nigdy tak jej nie nazywałem... - Mały Książę czuł się zakłopotany.
I to otoczenie... Ogromna jadalnia na kilkadziesiąt osób, pozłacane sztukaterie na ścianach i suficie, pąsowe draperie, marmurowy kominek, portrety dostojnych przodków, świe¬ce, kryształy, srebra, wyrafinowana kompozycja z kwiatów i owoców na rzeźbionym kredensie... Wszystko to mogło wywrzeć piorunujące wrażenie na kimś takim jak ona. Prze-niosła spojrzenie na Marka i natychmiast pomyślała, że ża¬den splendor i bogactwo nie są w stanie wywrzeć na niej większego wrażenia niż ten mężczyzna. Wystarczało jedno jego spojrzenie, by wstrzymywała oddech. Zwłaszcza, gdy się uśmiechał...

Willow z trudem powstrzymała duszący płacz. Dopiero teraz

chce go zapytać.
To wszystko brzmiało zbyt nieprawdopodobnie. Uparcie potrząsała głową.
Wiem, nie powinnam była zakochiwać się w Tobie. To głupie.